Park Krajobrazowy Chełmy
Prehistoryczne grodziska, tajemnicze wąwozy, złote kościółki cystersów w malutkich wioskach, mroczne wąwozy pełne cieni przeszłości i niezwykłych, rzadkich roślin. I najpiękniejsze sudeckie lasy. Nie te świerkowe sadzone ludzką ręką. Te autentyczne – bukowo - jaworowe. A na dodatek wulkaniczne neki, i najwspanialszy ze wszystkich chyba sudeckich zabytków.
Start: Grobla
Spacer po lesie
O świcie trzeba wybrać się do Wąwozu Grobla. Jeśli będziemy mieli szczęście – zobaczymy go we mgle a nad samą rzeką Młynówką wyśledzimy salamandry. Spacer leśną drogą do osady Kamienica zajmie około pół godziny w każdą stronę, choć można pójść dalej. Cała ścieżka dydaktyczną jaką tu znajdziemy liczy ponad
6 km
Z Grobli ruszamy na południe i skręcamy w prawo do Pogwizdowa, starej wsi, istniejącej prawdopodobnie już w 1202 roku. W XII wieku miała już swój kościół, ale od początku reformacji służył raczej jako kaplica cmentarna, gdyż luteranie wybudowali sobie nowy.
Km 9 Lipa
Templariusze i salamandry
Do Lipy docieramy mijając po drodze popularne gospodarstwo agroturystyczne Chatę Morgana, a tuż obok niej wspaniałe niegdyś parkowo - pałacowe założenie architektoniczne w Jastrowcu, wciąż widać tam ślady dawnej świetności. W Lipie skręcamy w lewo w kierunku Jeleniej Góry. Po dwustu metrach po prawej stronie widać pozostałości jednego z trzech pałaców jakie miała ta stara wieś od dnia kiedy Bartholomeus von Zedlitz podzielił ją między swoich trzech synów w 1552 roku. Są tu także ruiny zamku zbudowanego wedle tradycji przez templariuszy. Już Zedlitzowie poszukiwali ich legendarnych skarbów. I może coś udało im się znaleźć, skoro wyrośli na jedną z najprzedniejszych szlacheckich rodzin renesansowej Europy? Tuż za ostatnimi zabudowaniami Lipy po prawej stronie można zaparkować auto, przy drodze, by po stu metrach w lesie zstąpić do Rezerwatu Wąwóz Lipa. Nie jest on tak głęboki jak Grobla, ale wiosną roi się tu od najrzadszych kwiatów z lilią złotogłów na czele. Nie brak nawet storczyków. I oczywiście salamandry plamistej.
Ruszamy dalej przez malownicze bukowe lasy mijając po drodze Siedmicę z kolejnym rezerwatem w malowniczym wąwozie (tu można czasem spotkać muflony). My jednak kierujemy się do Jakuszowej , skąd najłatwiej zejść w mroczną i wiecznie chłodną, zieloną czeluść Wąwozu Myśliborskiego, który potok Jawornik wyżłobił pośród starych zieleńcowych i magmowych skał. Szczęściarze wypatrzą na stromych załomach unikatową paproć: języcznik, nie ma ona typowych liści, lecz pojedyncze jęzory podobne do... bananowca. Drugie wyjście z Rezerwatu jest w Myśliborzu, ale autem przejechać trzeba dookoła, przez Jawor. To świetne miejsce na przerwę obiadową. Zanim jednak to nastąpi zobaczymy dolnośląską perłę UNESCO: Kościół Pokoju.
Km 39 Jawor
Z drewna, gliny i wiary
Z Jakuszowej wracamy kilometr do głównej drogi, skręcamy w lewo na Jawor i oglądamy rozciągniętą na długości kilku kilometrów łańcuchową wieś Paszowice. Łańcuchówka to najbardziej typowy układ podgórskich wsi. Domostwa zbudowane są wzdłuż potoku i połączone drogą. Za domami ciągnęły się prostopadle do nich długie i wąskie pola. W centrum wsi zobaczymy typowy obrazek: średniowieczny, katolicki kościół stoi ramię w ramię z barokowym zbudowanym przez protestantów. Początkowo, przez sto lat oba wyznania istniały w przyjaźni, ale po wybuchu wojen religijnych w Czechach, Habsburgowie wzmogli ucisk religijny w swoich granicach. Protestanci w niedziele wymykali się na granice księstwa, w Legnickim panował Piast – protestant, tam ludność tego wyznania mogła swobodnie praktykować w kościołach zwanych „granicznymi”. Po wojnie trzydziestoletniej, przegranej przez cesarza, Ferdynand III musiał zezwolić bo takie były warunki pokoju westfalskiego protestantom na budowę trzech kościołów poza murami miast Głogowa, Jawora i Świdnicy. Miały nie przypominać kościołów, nie wolno im było posiadać wież a za materiał mogły posłużyć tylko drewno, glina i słoma. Protestanci spełnili warunki. Ze składek powszechnych wystawili niezwykłe świątynie. Dwie przetrwały do naszych czasów. Z zewnątrz przypominają stodoły. W środku jaworski mieści sześć tysięcy ludzi. Świdnicki jeszcze więcej. Zachwyca precyzją szkieletowej konstrukcji i zaskakującym bogactwem malowideł znajdujących się na emporach. Można ją studiować godzinami, zupełnie jakby wewnątrz czas płynął zupełnie inaczej. Ksiądz Tomasz Stawiak, proboszcz ewangelicko augsburskiej parafii zna wszystkie sekrety świątyni, warto go posłuchać. W Jaworze nietrudno znaleźć restaurację czy pizzerię, na przykład w pięknym, zabytkowym rynku, skąd tylko krok do gotyckiego kościoła św. Marcina, Patrona Miasta. Miasta które było przecież stolicą niezależnego, bogatego księstwa! Ślady dawnej chwały wciąż są tutaj widoczne. Warto zobaczyć wspaniały portal ze św. Marcinem i barokowy ołtarz św. Jana Nepomucena w którego konstrukcji wpisano całą historię męczennika.
Km 52 Słup
Z jaworskiego rynku kierujemy się na Złotoryję, ale zaraz za parkiem, w którym jest Kościół Pokoju skręcamy w prawo. Szosa poprowadzi nas w kierunku Starego Jawora. Mijamy ostatnie zabudowania i zbliżamy się do malowniczego zbiornika wodnego "Słup" zbudowanego na rzece Nysa Szalona. Miał być zbiornikiem retencyjnym do zaopatrzenia w wodę miast Zagłębia Miedziowego. Gdzieś na jego dnie pozostały dwie zatopione w 1978 roku wioski: Żarek i Brachów. Po Brachowie pozostała do dziś tylko tablica na stacji kolejowej po drugiej stronie drogi. Po Żarku – Żarecka Góra, która wznosi się nad południowym krańcem jeziora. Jezioro ma pierwszą klasę czystości. Można tu łowić amura, lina, okonia, szczupaka i kilkanaście innych gatunków ryb. Zaparkować można po lewej stronie drogi obok zniszczonej ale wciąż czytelnej tablicy Szlaku Cystersów. Do jeziora dochodzi się ścieżką w 5 minut. Widać stąd słupecki kościół na wysokim, przeciwległym brzegu. Niewiele miejscowości w naszym kraju może poszczycić się tak wczesnym rodowodem jak ta niewielka, licząca ledwo kilkadziesiąt domów wieś. Na początku XIII weku Mieszko Stary potwierdził tu wcześniejsze nadania książęce dla klasztoru w Lubiążu. Zakonnicy wybudowali swój folwark w odległej o
Km 70 Wąwóz Myśliborski
Organy na wulkanicznym kominie
Ze Słupa ruszamy na południe najpierw ostro w górę, potem w dół do Chroślic, tu skręcamy w lewo a po dwóch kilometrach, obok krzyża, skręcamy tym razem w prawo do Męcinki. Przed nami rozciągają się kopulaste wierzchołki Pogórza Złotoryjskiego, można zaobserwować jak ze śląskich nizin wyłaniają się Sudety. We wsi skręcamy w lewo w kierunku wieży kościelnej. Jest kilka wieków starsza od kościoła Św. Andrzeja Apostoła. Korpus świątyni przebudowano w XIX wieku w stylu neogotyckim. Warto zobaczyć imponujące organy. Przed samym wejściem do kościoła stoi krzyż pokutny z wyraźnym jeszcze rytem miecza. Już
W Chełmcu skręcamy w prawo do Myślinowa. We wsi w lewo a potem jeszcze raz w lewo. Teraz już łatwo trafić do Myśliborza. W „stolicy” Parku Krajobrazowego „Chełmy” zostawiamy samochód żeby wspiąć się na wierzchołek pobliskiego Rataja. Góra słynie z archeologicznych znalezisk – pozostałości prasłowiańskich kultur i bazaltowych słupów w liczącym sobie 300 mln. lat kominie wygasłego wulkanu – Organów Myśliborskich. W lesie wokół wierzchołka łatwo natknąć się na dziki i sarny. Wejście na szczyt i powrót zajmą około godziny.
Km 80. Pomocne
Czeka nas jeszcze
autorzy: I.Liwacz, G.Kapla
Formularz kontaktowy



























